piątek, 29 marca 2013

Nie każcie mi, proszę.

Już nie wiem, co mam powiedzieć,
Ani jak uspokoić drżenie rąk.
Nie każcie mi stawać po stronie jednego z Was,
Nie każcie mi, proszę.

Dorosły rozumie więcej.
Łzy do oczu nie cisną się jak dziecku,
Bo dorosły umie udawać, że wszystko ma w dupie
I pozostawić nerwy dla wewnętrznego świata.

A jednak dorosły widzi mniej.
Chociaż może nie mniej, a za dużo,
Bo myśli skłębione i długie rozważania
Złośliwie przysłaniają rozwiązania proste.

W nie moją bitwę jestem wmieszana.
W nie mojej walce zostałam postrzelona.
I choć rana do wesela zagoić się powinna,
Ślad po niej brzydką blizną w sercu pozostanie.

Płochliwych z natury na złość nie stać,
Choć maska dnia codziennego złudny tworzy obraz,
A bicie ich serc zbyt szybkie dla zdrowego
Przykrym szumem uszy zatyka.

Bo może po prostu dość tego dobrego,
Skoro szlag mnie trafia coraz bardziej?
Dość tych histerii i głupich zachowań,
Dość już pretensji i głuchego milczenia.

Jedno ma rację, ale przesadza.
Drugie racji nie ma i przesadza jeszcze bardziej.
Nie każcie mi stawać po jednej stronie.
Nie każcie mi. Proszę.

Z racji, że zbliżają się Święta Wielkanocne, chciałabym wszystkim moim czytelnikom złożyć najszczersze życzenia. Mam nadzieję, że te święta będą dla Was spokojne, radosne i upłyną w rodzinnej, przyjemnej atmosferze ;)

Od jakiegoś czasu można mnie śledzić za pomocą FB na:
https://www.facebook.com/pages/Poezje-hipsterskie/113676512158021
Zapraszam ;)

środa, 20 marca 2013

Siła żmii

I znowu oberwałam.
Tym razem strzałą zanurzoną w jadzie
Żmii, która oplata cielskiem moje serce
I kąsa je, truje, atakując też umysł.

Ile razy jeszcze dostanę
Zanim się poddam?
Ile razy zrównam się z ziemią,
Nim stracę siłę i pewność siebie?

Poprosiłam o pomoc i ją dostałam.
Zaszczepiono mnie na jad mojej żmii,
Ale szczepionka jest stara i nie ma tej siły,
Którą miała. I odporność moja spada.

Osłabłam.
Znowu boję się szpilek wbijanych mi
W skórę, na której zostają ślady.
Pozbędę się ich kiedyś, ale jeszcze długa droga.

Drażni mnie ta bezsilność i czekanie.
Drażni mnie. Tak bardzo.
Chcę już zmierzyć się z tym co muszę
I przerwać monotonię.

I chciałabym się rozpłakać, a nie dam rady.
I chciałabym krzyczeć, a nie wolno mi,
Bo argumenty moje są już nieaktualne.
Drażni mnie to. Tak bardzo.

Ile razy można usłyszeć "źle"?
Ile razy można znieść "nie"?
Ile można patrzeć na dwulicową twarz
I uśmiechać się do niej z przymusu?

Nauczyli mnie - nie wolno im ufać.
Pokazali mi, że w dupie mają własne słowa.
I strasznie cwani są, skurwysyni.
Na wszystko papierek i dokument mają.

Zawsze w życiu widzę iskrę. Widzę
Nadzieję, co da się zapalić jak we mgle halogen.
Ale dzisiaj moja iskra zgasła, a ja nie mam zapałek.
I drażni mnie to. Tak bardzo.



Całkowicie nie wiem jak ten wiersz nazwać. Jakieś pomysły na tytuł? Piszcie w komentarzach ;)